Podczas drugiej wojny światowej, łódź podwodna po cichu płynie pod falami. Nad nią płynie wielki, wrogi niszczyciel słuchający dźwięków sonaru, próbując ustalić jej położenie. Silniki w łodzi są wyłączone, wszyscy rozmawiają szeptem, bojąc się o swoje życie. Nagle ktoś upuszcza wielki metalowy śrubokręt na stalową podłogę łodzi, statek brzęczy niczym dzwon. Niszczyciel natychmiast to wykrywa i zaczyna zrzucać bomby głębinowe. Eksplodują na właściwej głębokości, są świetnie wymierzone i uszkadzają łódź. Silniki już nie pracują, elektryczność wysiadła i podwodniak zaczyna nabierać wody, tonąc głębiej i głębiej, poza bezpieczną głębokość 2 tysięcy metrów. Załoga nie może tego powstrzymać. Ciśnienie wody sprawia, że poszycie statku zaczyna przeraźliwie trzeszczeć. Nity obluzowują się i wystrzeliwują niczym pociski przelatujące między stłoczonymi ludźmi. Woda jest wszędzie i wkrótce wszystko będzie stracone. Łódź zatrzymuje się bezsilnie na 3 tysiącach metrów i wszyscy zadają sobie pytanie: ?Czy to już koniec?? Kadłub statku jest ściskany przez ogromne ciśnienie wody, blachy wyginają się i trzeszczą. Wszędzie leżą ranni marynarze. Inżynierowie szaleją, próbując zatrzymać wodę wdzierającą się do statku z więcej niż tuzina przecieków. Mechanicy w aparatach tlenowych robią co mogą by uruchomić choć jeden silnik aby unieść trochę statek. Każdy mogący pracować człowiek, włącznie z oficerami, wypompowuje wodę walcząc z niewyobrażalnym ciśnieniem. Co z facetem który upuścił śrubokręt? Czy powinien bić się w piersi i płakać gdzieś w kącie? Czy jego rolą jest teraz rozpaczanie nad poległymi kolegami, którzy stracili życie w katastrofie za którą jest odpowiedzialny? Doprawdy, nie. Każdy członek załogi jest teraz desperacko potrzebny, jeśli ma istnieć dla nich wszystkich jakaś nadzieja. Winowajca nie może nawet poświęcić się w jakiejś głupiej heroicznej akcji, gdyż utrata jego wkładu będzie zabójcza dla całej załogi.
Musi teraz dać z siebie wszystko, tak jak pozostali marynarze, nie mniej i nie więcej.
Po czterech dniach i czterech nocach walki, żołnierze dokonali cudu, silniki łodzi zaczęły pracować i statek płynie ku powierzchni, ku przetrwaniu. Co z facetem który upuścił śrubokręt?
Został postawiony pod sąd wojenny. Jednak oficerowie którzy byli jego sędziami, doskonale zdawali sobie sprawę, że to ludzka rzecz, coś co mogło się przytrafić każdemu marynarzowi, w każdym momencie. Takie rzeczy się zdarzają i każdy z nich mógłby siedzieć teraz na ławie oskarżonych, zamiast niego. Jego szczere przyznanie się do winy, jak również godne naśladowania zachowanie w sytuacji kryzysowej, przemawiamy na jego korzyść i wskazywały na siłę jego charakteru.
Dali mu więc jedynie upomnienie i pozwolili odejść.
Kiedy jesteśmy w sytuacji kryzysowej, niezależnie od tego jak mały lub duży jest to kryzys, nie jest to czas na obwinianie siebie lub innych. Nie jest to dobry moment na użalanie się nad sobą lub wytaczanie sądu wojennego. Gdy sprawy nie idą po naszej myśli, nie powinniśmy zastanawiać się, kto nas w to wpakował ale powinniśmy zacząć działać szybko i skutecznie aby wyjść z kryzysu. Kiedy wszystko już ucichnie i powróci do normy, wtedy możemy spojrzeć na przyczyny i konsekwencje, by wyciągnąć jakąś lekcję z tego co nam się przytrafiło. Takie podejście może uratować twoje życie. Może pomóc ci przetrwać kataklizm samozniszczenia, gdy jesteś sam w terenie kapitanem, załogą, sądem wojennym i tym który upuścił śrubokręt. Umiejętne postępowanie w sytuacjach kryzysowych czyni podstawową różnice między przeciętnością a mistrzostwem…

Similar Posts:


« »